Sukces i klęska prof. Rudolfa Weigla

Często zapominamy o tym, że naukowcy to ludzie z krwi i kości. Tak jak każdy z nas, natrafiali w życiu nie tylko na pasma sukcesów i wielkich odkryć, ale musieli także dokonywać trudnych wyborów, przeżywali osobiste tragedie i byli przedmiotem ludzkiej zazdrości. Najlepszym tego przykładem jest profesor Rudolf Weigl.

Pół-Austriak, pół-Czech z pochodzenia, Polak z wyboru, mikrobiolog z powołania. Żył na przełomie XIX i XX wieku i większość swojego życia poświęcił na badanie tyfusu plamistego, choroby wywoływanej przez bakterie przenoszone przez pospolite pasożyty człowieka – wszy. Nieleczony tyfus doprowadza do śmierci nawet 60% zarażonych, dlatego zebrał szczególnie krwawe żniwo w postaci ok. 3 milionów ofiar podczas pierwszej wojny światowej, kiedy to żołnierze dużo łatwiej mogli nabawić się pasożytów niż uzyskać odpowiednią opiekę medyczną. Idealnym rozwiązaniem w takiej sytuacji byłaby szczepionka. Jednak skąd pozyskać materiał do badań? Łapać zarażone wszy? To żmudna praca, bakterie bowiem nie przenoszą się bezpośrednio między pasożytami. Rudolf Weigl wynalazł metodę, dzięki której mógł zarażać zdrowe wszy bez narażania ludzi. Metoda ta wymagała jednak karmienia zdrowych pasożytów krwią prosto od ludzkich „karmicieli” – co okazało się ważne w późniejszym życiu naukowca.  


Widmo tyfusu wróciło razem z wojną w 1939 roku. Weigl pozostał na Uniwersytecie Lwowskim, by pracować dalej nad szczepionką. W 1942 roku Niemcy zajęli Lwów, gdzie mieściło się laboratorium Profesora. Hitlerowcy, którzy również zmagali się z chorobą, zaproponowali Weiglowi kontynuowanie badań, o ile przyniosą one korzyść III Rzeszy. Konsekwencje odmowy były dość oczywiste, dlatego naukowiec po namyśle zgodził się na propozycję, co wypominano mu do końca życia. Jego krytycy nie wspominali jednak, że Weigel wymusił na okupantach wolność w doborze personelu, który ze względu na wagę badań, mniej był narażony na działanie aparatu terroru okupanta. Weigel zatrudnił w charakterze karmicieli wszy osoby cenne dla Polski ze względu na swoją pozycję społeczną czy naukową, jak Stefan Banach, Zbigniew Herbert czy Ludwik Fleck. W sumie szacuje się, że w ten sposób ochronę w instytucie znalazło ok. 5000 osób. Uratowanie tylu ludzi nie przekonało jednak komunistycznych władz powojennej Polski, które właśnie ze względu na jego działalność w czasie wojny skutecznie sabotowali kandydaturę Weigla do Nagrody Nobla w 1948 roku. Paradoksalnie, także III Rzesza nie poparła wcześniejszego (1942) zgłoszenia do tej nagrody z powodu odmowy podpisania tzw. Volkslisty, a tym samym wyparcia się przez niego narodowości polskiej.


Ponurym chichotem historii człowiek, który podejmując trudne osobiste decyzje pozwolił ludzkości wygrać z chorobą zabijającą miliony istnień, przegrał walkę o prawo do dobrego imienia. Po opuszczeniu Lwowa swoje ostatnie lata spędził w Krakowie i Poznaniu, w trudnych warunkach i częściowym zapomnieniu kontynuując pracę nad dziełem swego życia. Jego spuściznę doceniono w pełni dopiero śmierci. Jak twierdzą współpracownicy, dla niego doczesne zaszczyty nie miały jednak znaczenia, bo najważniejszą walkę w swoim życiu – z tyfusem – zdążył wygrać.

Mikołaj Fedorowicz
Mgr Mikołaj Fedorowicz
Instytut Biochemii i Biofizyki PAN
Fundacja Marsz dla Nauki
http://www.marszdlanauki.pl/staff-members/mikolaj-fedorowicz/